Żony kandydatów na start
 Oceń wpis
   

Nie mamy w Polsce dużego doświadczenia w budowaniu wizerunku Pierwszych Dam, a tym bardziej żon kandydatów na prezydentów. Tymczasem w najbliższych wyborach mogą one odegrać ważną rolę w promowaniu swoich mężów w polityce.

O wizerunku Pierwszej Damy wiemy tyle ile podpatrzymy w Ameryce. Tam od lat rola żona prezydenta jest wytyczona i należy zauważyć, że to rola może nie oscarowa, ale bardzo ważna. Szczególnie dotyczy to czasu kampanii i wyborów, kiedy wsparcie żony i rodziny liczy się podwójnie. Później Pierwsza Dama skupia się zwykle na problemach społecznych, uczestniczy w akcjach charytatywnych i patronuje organizacjom dobroczynnnym. Wyłamała się wprawdzie z tego wzorca Hillary Clinton, której ambicje zawsze były ogromne. Po Stanach krążyły dowcipy, które wskazywały, że prezydentem USA mógł być ktokolwiek - wystarczyło zostać jej mężem. Ostatecznie Hillary Clinton weszła na serio do polityki. W tym celu musiała jednak przełknąć gorzką pigułkę w postacie afery z Moniką Lewinsky. W tej sytuacji - chciała czy nie - wspierała męża. Inaczej mogłaby stracić szansę na zrealizowanie swoich politycznych ambicji.

Wojciech Jaruzelski i Lech Wałęsa - pierwsi prezydenci III RP - raczej stronili od eksponowania swoich małżonek. O żonie Wojciecha Jaruzelskiego nie wiemy w zasadzie nic. Zresztą z całej prezydentury Jaruzelskiego najbardziej pamiętam jego ciemny okulary. Danuta Wałęsowa stała w cieniu Lecha prezentując się jako Matka Polka. W przypadku Jolanty Kwaśniewskiej zadziałali doradcy od wizerunku i po jej koszmarnym tapirze z lat 80. nie zostało ani śladu. Założyła ważną dla polskiego boksu fundację im. Jolanty Kwaśniewskiej "Porozumienie Bez Barier". Andrew Golota, niespełniona nadzieja białych, znany też z powiedzenia, że "w mojej sytuacji nie ma czasu na myslenie", wpłacił na jej konto, o ile dobrze pamiętam, 100 tys. dolarów. Dobre uczynki poopłacają. W tamtym okresie Gołota otrzymał od Aleksandra Kwaśniewskiego list żelazny. Ale to już zupełnie inna historia wizerunkowa. Historia człowieka, który zaliczył (dosłownie) tak wiele upadków i wzlotów, jak chyba żaden inny polski celebryta i sportowiec. Maria Kaczyńska w zasadzie powtarza wzorzec reprezentowany przez Danutę Wałęsową, z lekkim akcentem Jolanty Kwaśniewskiej. Może nie czuje się w 100% komfortowo jako Pierwsza Dama, ale jej skromność z całą pewnością ujęła serca Polaków. Pozwala sobie czasem na powiedzenie "czegoś od siebie", a i charyzma jej męża daje trochę więcej miejsca, niż pani Danucie.

W galerii żon polityków, którzy aspirują do roli prezydenta RP z całą pewnością wyróżniają się dwie kobiety. Są nimi Małgorzata Tusk (uważam, że Premier nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w wyścigu do Belwederu) i, oczywiście, Anne Applebaum. W pokonanym polu pozostają Anna Komorowska, Małgorzata Szmajdzińska oraz Irena Olechowska. Jedynie ta ostatnia jest mentalnie przygotowana do możliwości bycia Pierwszą Damą. Doświadczyła losu bycia żoną kandydata na Prezydenta.

Małgorzata Tusk, z racji terminowania jako żona premiera, również jest już gotowa sprostać zadaniu bycia żoną kandydata, a nawet samą Prezydentową. Polki śmiało mogą się z nią utożsamiać, a jej styl może odpowiadać Polakom - sprawia wrażenie osoby mającej własne zdanie i wspierającej męża - i to nie tylko przy prowadzeniu ogniska domowego. Dziś wyborcy oczekują od Pierwszej Damy zdecydowanie czegoś więcej, niż pomnikowego stylu Matki Polki, ale zdecydowanie czegoś mniej niż reprezentuje Nelly Rokita, która pojęcie wolności (także słowa - można mówić cokolwiek), doprowadziła do absurdu. Dzięki czemu Jan Maria Rokita postanowił opuścić szeregi Platformy Obywatelskiej.

A na koniec Anne Applebaum. To na tyle ciekawy przypadek, że warto zająć się nim oddzielnie. Pewne jest, że w przypadku gdyby Radek Sikorski wystartował w wyborach, to dobrze pokierowane wsparcie z jej strony może dać znaczącą wizerunkową przewagę. Z drugiej strony złe rozegranie tej karty może mu poważnie zaszkodzić w drodze do fotelu prezydenckiego.

PAP - Jacek Turczyk

Zdjęcie: PAP / Jacek Turczyk

PAP - Stach Leszczyński

Zdjęcie: PAP - Stach Leszczyński

PAP - Radek Pietruszka

Zdjęcie: Radek Pietruszka

PAP - Paweł Supernak

Zdjęcie: Paweł Supernak

PAP - Stach Leszczyński

Zdjęcie: PAP / Stach Leszczyński

Komentarze (0)
I zniechęcanie ma sens
 Oceń wpis
   

W Superstacji, niegdyś enfant terrible polskiej telewizji, a dziś zyskującej stopniowo stacji o formacie, powiedźmy, polityczno-rozrywkowym, rozmawiałem pod koniec maja z Karoliną Kawską na temat kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego. Wskazałem wówczas, że efektem kampanii jest zniechęcenie Polaków do udziału w wyborach. Przyczyniła się do tego negatywna kampania PiS i, częściowo, SLD. Przywołałem wyniki badań przeprowadzonych 22 maja 2009 r. przez TNS OBOP, które wskazywały, że działania polityków zniechęciły aż 43 proc. Polaków do pójścia do urn. Tylko 17 proc. z nich kampania zachęciła do głosowania, natomiast według 32 proc. badanych była ona niezauważalna.

Zniechęcanie wyborców do głosowania - stwierdziłem wówczas - i niska frekwencja może być korzystna dla PiS-u, ponieważ elektorat tej partii karnie chodzi do urn, w odróżnieniu, np. od osób popierających PO. Inaczej ta antykampania to marnowanie pieniędzy. PiS postawił sobie za cel wyłącznie zniechęcanie do PO. Zdobywanie głosów dla własnej formacji potraktowano marginalnie.

W dyskusji pojawiły się też elementy kampanii, które zostaną najbardziej zapamiętane, czyli m.in. „wylaszczony” Wojciech Olejniczak (SLD) na okładce Wprost, wykorzystanie reklamówki PO z poprzednich wyborów w spocie PiS-u, reklamówkę dyskredytującą pojedynczego polityka PO – Janusza Palikota oraz fatalny spot radiowy SLD.
 
Z perspektywy czasu można powiedzieć, że w pamięci ostał się ino ten „wylaszczony” Olejniczak. Biorąc to pod uwagę, strach pomyśleć co przyniosą najbliższe wybory. 
 
Komentarze (0)
Jak lansują się politycy
 Oceń wpis
   

Cztery (rozpięte) guziki w koszuli Wojciecha Olejniczaka na zdjęciu, które zamieścił na okładce tygodnik Wprost “wstrząsnęły” polską opinią publiczną. Zainspirowało to rozmowę na temat “wylaszczania” się polityków, w której wziąłem udział w programie Pytanie na śniadanie w TVP 2.

Wojciech Olejniczak oderwał kupony od swojego dość ryzykownego dla wizerunku polityka zagrania (Bruksela, Bruksela :o). Wprost, zauważając popularność wydania z rozpiętym politykiem, użyło okładki do kampanii marketingowej. Na podejście Polaków do całej sprawy wskazują wyniki internetowej sondy na temat następnego polityka, którego tors chcemy zobaczyć. Uczestnicy badania wskazali… Ryszarda Kalisza, a zaraz zanim Jarosława Kaczyńskiego.

P.S. Ku mojemu zaskoczeniu tuż po tym programie zwolniono Tomasza Kammela, prowadzącego Pytanie. Pomijają powód tej decyzji przyznam, że to klasyczne złamanie zasad HR. “Nigdy nie wolno zwalniać przed weekendem” powiadają mądrze najstarsi HR-owcy. Czemu? Nie wolno zostawiać ludzi samych z ciężkimi myślami w głowie na dwa niezmiernie długie dni. Ale kogo to obchodzi w TVP?

Komentarze (0)
Zawartość lukru w cukrze
 Oceń wpis
   

W połowie 2009 r. w Dzienniku, w dziale Społeczeństwo, ukazała się miniseria trzech artykułów poświęconych kawiarni Starbucks. Fenomen tego nadzwyczajnego zainteresowania postanowił zgłębić blog Mediafun, który zamieścił także mój komentarz na ten temat:

“Właśnie siedzę w przybytku Starbucks i wcale nie widzę, aby nadmierne słodzenie sprawiało tej sieci jakieś kłopoty; ba, kawa bez cukru działa znacznie słabiej.

Otoczony emodzieciakami siedzącymi z kubkami oznaczonymi ich imieniem (o imię prosi kasjerka przy płaceniu – megasprytny trik, aby momentalnie zaprzyjaźnić się z siecią) i nie widzę też cienia wpływu artykułu w Dzienniku na ich decyzje zakupowe. W świecie „faktów dziennikarskich” nadmierne lukrowanie brzydzi nas i słusznie, tak jak niewiele osób jest w stanie pić kawę posłodzoną sześcioma torebkami cukru.

Pamiętajmy, że Polacy, młodzi, czy starzy, lubią próbować nowości. Starbucks może odnieść sukces, bo dawno żadna sieć nie wchodziła na polski rynek; może stąd to zainteresowanie, momentami na progu histerii. Nie przeszkodzą mu w tym kiepskie artykuły, nawet w Dzienniku. Więcej zależy od kultury organizacyjnej i oryginalnego podejścia do klientów. No i cukru.”

Więcej >>>

Komentarze (0)
Rajd Prezydenta
 Oceń wpis
   

"Polacy spoza wielkich aglomeracji dużo bardziej cenią sobie kontakty bezpośrednie niż mieszkańcy blokowisk. Dlatego z punktu widzenia marketingu politycznego ta taktyka ma sens – tak mówi fragment mojego komentarza przytoczony przez Rzeczpospolitą i Życie Warszawy" – komentowałem tak rajd prezydenta Lecha Kaczyńskiego w roku 2009 po miejscowościach takich jak Wisła, Krotoszyn, Nysa, Dębica, Wejherowo, Puck, czy Skwierzyna.

"Road show głowy państwa i bezpośrednie spotkania z wyborcami należą do typowych narzędzi marketingu politycznego, choć są bardziej charakterystyczne dla zaawansowanej kampanii wyborczej. Warto zaznaczyć, że elektorat PIS, partii z której wywodzi się Prezydent, to w dużej części mieszkańcy małych miejscowości. Bezpośredni kontakt z politykiem, a tym bardziej Prezydentem, zawsze jest wydarzeniem i ma szansę wpłynąć dodatnio na zachowanie przy urnie wyborczej, szczególnie i tak lojalnych wyborców z małych miast. Podsumowując: obrana taktyka zbierania małych punktów jest słuszna. Ale czy będzie wystarczająca przed nadchodzącymi nieuchronnie wyborami prezydenckimi?"

Prezydent Lech Kaczyński od wielu miesięcy konsekwentnie objeżdża kraj odwiedzając, oprócz dużych aglomeracji, także małe miejscowości. Artykuł “Prezydencki rajd po kraju“, zamieszczony w Rzeczpospolitej i Życiu Warszawy, wskazuje, że Prezydent odwiedził już 33 miasta i miasteczka. Jednak dopiero ostatnio widać efekty – spadający dotąd poziom poparcia prezydenta lekko poszedł w górę (dotyczy sytuacji z maja 2009 r.).

Cały artykuł w Życiu Warszawy>>>

Komentarze (0)
Śpiący się budzi
 Oceń wpis
   

KupFranki.pl udowadnia, że rok 2009 upłynie pod znakiem sieci społecznościowych (tekst pisany w pierwszym kwartale ub.r.; dziś wiemy, że 2010 to również rok sieci społecznościowych, a KupFranki.pl nadal przyciągają kredytobiorców we frankach). Nowe technologie z łatwością integrują ludzi wokół idei i zachęcają do… czynu. Czyżby nadchodziła jakaś fundamentalna zmiana?

Nie dość, że chodzi o gigantyczne sumy, bo ok. 134,9 mld zł kredytów zaciągniętych we frankach szwajcarskich, to sprawa dotyczy tysięcy Polaków. Posiadacze kredytów, przyciśnięci do ściany przez ich rosnący koszt, postanowili wziąć sprawę w swoje ręce. Pierwsi podnieśli głowę klienci mBanku i Multibanku. Już od pewnego czasu protestują na stronie Mstop.pl oraz forum Nabiciwmbank.pl. Ale przebił wszystkich Franek_Kolasa i jego sieć społecznościowa KupFranki.pl.

Franek_Kolasa, takim właśnie nickiem podpisuje się 31 letni ekonomista z Poznania, nie protestuje, lecz przedstawia rozwiązanie na obniżenie kosztu kredytu we frankach – po szczegóły odsyłam do KupFranki.pl. Kolasa skorzystał przy tym z rozwiązania o nazwie mixxt, któremu PR-owcy powinni się przyglądać co najmniej z respektem. Mówiąc w wielkim skrócie jest to rodzaj Facebook’a, który może założyć w zasadzie każdy, kto dysponuje niezbyt zaawansowaną wiedzą na temat Internetu. Narzędzie jest proste w obsłudze. Może nim zarządzać jeden człowiek nawet wtedy, gdy sieć łączy już parę tysięcy użytkowników, jak w przypadku KupFranki.pl.

Ale kluczem do zrozumienia rodzącego się fenomenu sieci społecznościowych powoływanych ad hoc nie jest technologia, a raczej chęć powrotu do wspólnoty. Ta zarzucona w czasach wojującego indywidualizmu idea odżywa wobec wspólnego zagrożenia. Wszak nie od dziś wiadomo, że ludźmi podzielonymi rządzi się łatwiej, szczególnie podzielonymi na społeczne atomy. Natomiast wspólnota, zestaw jednostek połączonych, np. chęcią obniżenia kosztu kredytu i skupionych w jednym miejscu – w sieci społecznościowej, sama zaczyna sięgać po „władzę”, jako grupa wpływu.

Zastanowiające jest zachowanie bankowców, wyraźnie zaskoczonych rozwojem wydarzeń i nie wiedzących, jak właściwie zareagować. Dodam jednak, że nie ma tutaj w zasadzie punktów odniesienia, czy wzorów, którymi można się łatwo podeprzeć. Dlatego specjaliści od komunikacji zaczynają sięgać po coraz bardziej rozpaczliwe chwyty. Jeden z banków zorganizował spotkanie na które przyszło kilka osób, po czym oznajmił, że porozumiał się z klientami. Zrzut ekranu zamieszczony na Mstop.pl pokazuje jak to bank sięga po kampanię linków sponsorowanych o treści.

„Oficjalne stanowisko. Sprawdź jak wygląda druga strona medalu”. Problem chyba nie w sposobie komunikacji, ale w samym komunikacie. Wygląda na to, że trzeba zmienić sposób myślenia, podejście do klientów, bo pierwszy raz spotykam się z taką sytuacją, że to instytucja pokazuje drugą stronę medalu. Dotychczas była to domena klientów.

Tymczasem klienci… Tymczasem klienci dokonują czegoś bezprzykładnego. Mając własną trybunę w postaci technologii internetowych artykułują otwarcie swoje opinie i żądania lub wręcz szukają rozwiązań sami, wyręczając instytucje. Czy to jest znak nadchodzącej fundamentalnej zmiany? Proszę sobie odpowiedzieć samemu.

P.S. Dodam dla jasności, że kredyt mam, ale w złotówkach.

Komentarze (0)
1 | 2 |
O mnie
Mirosław Obarski
Prowadzę agencję PR consultants i zajmuję się budowaniem wizerunku, co stało się jeszcze ciekawsze odkąd w komunikacji międzyludzkiej zaczął dominować Internet. Moja strona: www.prconsultants.pl
Najnowsze wpisy
2010-03-14 20:54 Żony kandydatów na start
2010-01-24 21:59 I zniechęcanie ma sens
2010-01-24 21:56 Jak lansują się politycy
2010-01-24 21:51 Zawartość lukru w cukrze
2010-01-24 21:47 Rajd Prezydenta
Archiwum
Rok 2010